Skip to main content

Esej na temat Oscara Wilde'a

Esej na temat Oscara Wilde'a

Z okazji 120. rocznicy śmierci Oscara Wilde'a, wielkiego irlandzkiego pisarza i poety, mamy przyjemność zaprezentować esej pokazujący Wilde’a z nieco mniej znanej strony. Materiał przygotował pan Maciej Stroiński, autor przekładu „De Profundis” na język polski.

Wolność

O Oscarze Wilde w 120. rocznicę śmierci

Maciej Stroiński

Oscar Wilde zmarł 30 listopada 1900 roku w Paryżu na ostre zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych. Miał 46 lat, ale nie powiemy, że „mógł jeszcze pożyć”. Trudno uznać bowiem, żeby żył pod koniec życia; jeśli już, to tylko ciałem, bo w sercu umarł zawczasu, umarł dla świata tak zwaną śmiercią cywilną, gdy w jego biografii wszystko nagle się skończyło, a co najgorsze – zwłaszcza w sensie artystycznym. Ostatni swój dramat, The Importance of Being Earnest, stworzył jeszcze w Anglii niedługo przed uwięzieniem; po odbyciu kary za „czyny niegodne” zdążył już tylko ogłosić Balladę z więzienia w Reading, lecz pod pseudonimem; a na De profundis, słynny list więzienny, trzeba było czekać sześćdziesiąt dwa lata, by wydrukowano cały. W 1900 roku Wilde już był gotowy, żeby odejść razem z wiekiem XIX (wraz z Nietzschem i Ruskinem), już się szykował na tak zwane życie wieczne, którego zresztą dostąpił, bez względu na to, czy się wierzy w „takie rzeczy”. Gdyby tak nie było, gdyby nie trwał w wiecznej chwale, nikt by nie pamiętał, że dzisiaj mamy rocznicę. Jego grób na Père-Lachaise to jest chętnie uczęszczane świeckie miejsce pielgrzymkowe. Dziesięć lat temu, na 110. rocznicę pochówku, rzeźbę nagrobną pięknie odnowiono i obstawiono przezroczystym ogrodzeniem, żeby ukrócić skądinąd słodką tradycję obcałowywania grobu. Oscar Wilde był uwielbiany i jest uwielbiany, jeżeli nie liczyć pięcioletniej przerwy od skazania aż po „wieczność”, kiedy się nie wypadało do niego przyznawać.

W Paryżu umarł, w Londynie brylował, tworzył, kształcił się w Oksfordzie, a urodził się w Dublinie i tam się wychował. Niby oczywiste, wiemy, a jednak nieczęsto wyciąga się wnioski z faktu, że był Irlandczykiem. Pisał w języku „powszechnym”, czyli po angielsku, po francusku czasem, biegle znał niemiecki, biegle opanował grekę (tworząc list więzienny, bez książek pod ręką, bezbłędnie przytaczał urywki z pamięci) i był znakomitością międzynarodową, „duchowym obywatelem wszystkich większych stolic świata”, jak Shaw go określił. Rzadko kojarzymy Wilde’a z kontekstem lokalnym. Posłuchajmy jednak samego pisarza, „let us take his word for it.” Gdy w 1882 roku wyrusza do Ameryki, by wykładać i olśniewać – o czym mówi w swych odczytach? Między innymi o własnej ojczyźnie, której (pamiętajmy) nie było wtedy na mapach niepodległych państw, podobnie jak Polski. Kiedy ma okazję, Oscar Wilde zabiera głos w swojej sprawie narodowej, co i u nas brzmi znajomo. Wieszcz, można powiedzieć, a na pewno – syn swej ziemi. (Sam siebie nazwał w jednym z listów: niepokornym patriotą). Mówił w Stanach Zjednoczonych: „Walczymy w mojej ojczyźnie o zbiorowe wyzwolenie spod cudzego kierownictwa, o państwową niezależność od władzy nam narzuconej”; „Nie chcę upadku królestwa, lecz wolności dla Irlandii” (cytuję za książką Davisa Coakleya Oscar Wilde: The Importance of Being Irish).

Wilde był synem swej ojczyzny, i nie z urodzenia tylko, lecz – jak widać – z przekonania. I nic w tym dziwnego – gdy się miało taką mamę i takiego tatę. Był synem swojego kraju i swoich wielkich rodziców. Ojciec William Wilde, znany w naukowym świecie otolaryngolog (ironia losu sprawiła, że jego syn Oscar zmarł z winy źle wykonanej operacji ucha), a z zamiłowania badacz i rzecznik tradycji celtyckiej; mama Jane Francesca, z domu Elgee, Wilde (odczytująca w swoim nazwisku rodowym pokrewieństwo z Dantem, z domu Alighierim!). Pani Williamowa Wilde, pseudonim Speranza, prowadziła w domu salon literacki, bardzo modny w mieście (Merrion Square w Dublinie), w którym wypadało choćby czasem się pokazać. Była jego leading lady, duszą salonu, duszą towarzystwa – i duszą narodu. Zmarła kiedy Oscar już był w więzieniu. Na jej pomniku cmentarnym (nie mylić z nagrobkiem, którego Jane nie ma) oglądamy „wizytówkę”, wobec której bledną krakowskie przechwałki na cmentarzu Rakowickim: „Jane Francesca pani Wilde, Speranza z «The Nation», pisarka, tłumaczka, poetka i patriotka, szczerze oddana tradycji irlandzkiej i walce o prawa kobiet, założycielka salonu literackiego”. „The Nation” to był tygodnik, a Speranza po włosku oznacza „Nadzieja”. Nadzieja narodu.

Jane Wilde wychowała syna na obywatela i go wyczuliła na „sprawy i prawa” – prawa kobiet, prawa dzieci i szerzej: prawa człowieka, przyrodzone prawa, które wyraźnie stanowią, że wszyscy rodzą się równi i wszyscy rodzą się wolni. Swoje myśli o wspólnocie Oscar włożył w znany esej o „duszy człowieka wobec socjalizmu”. Politykę rozumiał bardzo osobliwie, bardzo w swoim stylu, a to znaczy – artystycznie. Czego się nie dotknął, to zamieniał w dzieło i gdy w De profundis daje świadectwo swej wiary i swojego nawrócenia, powstaje wątpliwość, kogo on właściwie i na co nawraca: czy siebie na wiarę w Boga, czy Boga na wiarę w sztukę… Wilde’a credo polityczne: „Jeśli człowiek jest szczęśliwy, jest też w harmonii z samym sobą i ze swoim otoczeniem. Nowy Indywidualizm, w którego służbie działa – czy tego chce, czy nie – Socjalizm, będzie harmonią doskonałą. Będzie tym, czego poszukiwali Grecy, a czego nie mogli osiągnąć w pełni, ponieważ mieli niewolników, których karmili; będzie tym, czego poszukiwali ludzie renesansu, a czego nie mogli – poza Sztuką – osiągnąć w pełni, ponieważ mieli niewolników, których głodzili. Będzie on pełnią, przez którą każdy człowiek będzie mógł osiągnąć własną doskonałość. Nowy Indywidualizm to nowy Hellenizm” (Dusza człowieka w socjalizmie, przetłumaczył Jacek Dehnel).

A teraz zejdźmy na ziemię i proszę posłuchać. Dzięki listom Wilde’a ogłoszonym w prasie (to bodaj jedyne, co po opuszczeniu zakładu karnego podpisał swoim nazwiskiem, jeżeli nie liczyć prywatnej korespondencji) zmieniono w Wielkiej Brytanii zasady penitencjarne dotyczące małoletnich. Muszą bowiem Państwo wiedzieć, że kiedyś nie było zakładów poprawczych i tak zwane trudne dzieci dla własnej poprawy lądowały za kratkami… „Urzędnicy i sędziowie, którzy chyba w obowiązkach zawodowych mają ślepotę na wszystko, zatrzymają dziecko w więzieniu na tydzień, po czym łaskawie umorzą postępowanie. To się wtedy nazywa, że «oszczędzą mu więzienia». Myślenie idioty. Dla dziecka nie ma znaczenia, czy siedząc w zamknięciu, czeka na karę, czy odbywa karę – nie zna tej różnicy. Pojmuje tylko, że siedzi w zamknięciu, i samo to jest dla niego zgrozą. Dla całego świata powinno być zgrozą, że dziecko siedzi w więzieniu. […] Dzieci poniżej czternastego roku życia nigdy nie powinny trafiać do więzienia. Trzeba przerwać ten absurd, który jest potworną krzywdą, jak większość absurdów. Jeśli już mają kończyć pod kluczem, niech dnie spędzają na czymś użytecznym, na jakichś zajęciach ręcznych albo w sali szkolnej. […] Ile zejdzie w parlamencie, żeby to uchwalić jako przepis prawa? nie dłużej niż pół godziny. Proszę naciskać na posłów i lordów. Bo sytuacja dzieci po zakładach karnych jest obecnie skandaliczna, w głowie się nie mieści. Cierpią przez czyjąś głupotę” (z tomu De profundis, moje tłumaczenie). Wilde użył swojego pióra, którym umiał zdziałać wszystko, choćby wstrząsnąć publicznością, i wywalczył sprawiedliwość, choć już nie dla siebie.

Dla Oscara Wilde’a najważniejsza była sztuka, nie ulega wątpliwości, ale dobrze to zrozummy. Myśl przewodnia estetyzmu o „sztuce dla sztuki” bynajmniej nie znaczy, że sztuka jest wszystkim. Twórczość artystyczna rządzi się, w opinii Wilde’a, innymi prawami, niż życie codzienne, „góruje nad życiem”, jednakże codzienność, która nie ma czasu albo nie ma siły (lub nie ma ochoty), żeby się wyrażać w dziełach, takie szare, zwykłe życie też czegoś wymaga i też na coś zasługuje. Pisarz Oscar Wilde, wbrew zbyt łatwym skojarzeniom, nie był pięknoduchem. Miał spore ambicje pozaartystyczne. „Gdybym pozostał w Irlandii, byłbym politykiem”, napisał o sobie w liście. Walczył o prawa człowieka, w tym o najważniejsze, które mu zabrano: wolność.

 

Polecam Państwa lekturze: Davis Coakley, "Oscar Wilde: The Importance of Being Irish". Richard Ellman, "Oscar Wilde". Jan Parandowski, "Król życia". Oscar Wilde, "Dusza człowieka w socjalizmie" (tłum. Jacek Dehnel). Oscar Wilde, "De profundis" (tłum. niżej podpisany).

Maciej Stroiński wykłada na Uniwersytecie Jagiellońskim, pisze dla „Przekroju”, należy do Stowarzyszenia Tłumaczy Literatury, przełożył na polski "De profundis" Oscara Wilde’a.

« Previous Item | Next Item »